Święta szybko minęły, niedługo każdego z nas czeka bolesny powrót do rzeczywistości, czy to do nauki czy do pracy. W znalezionych wynikach badań socjologów przeczytałem, że święta to jedno z najbardziej stresujących wydarzeń w roku. No niby nic odkrywczego, ale taka jest prawda. Nie ma chwili wytchnienia, chociaż to taki “wyjątkowy” czas. Ile się trzeba ostać w sklepowych kolejkach robiąc gorączkowe zakupy w tłumie ludzi, którym się śpieszy bardziej od nas – każdy wie. Właśnie stwierdziłem, że z roku na rok coraz słabiej odczuwam atmosferę samych świąt, bo okres przedświąteczny to jak zawsze wspomniane już urokliwe zakupy, porządki i takie tam, więc jest podobnie. Nie wiem z czego to wynika, czy zmieniają się czasy, żyjemy na wyższych obrotach, czy po prostu dorastam i inaczej wszystko odbieram?
Mam wolne do 7 stycznia, ale żeby nie narzekać na nadwyżkę wolnego czasu muszę zabrać się za naukę, bo styczeń tego roku będzie inny niż zwykle ;)